Żwirek jest tematem-rzeką, na który każdy ma swoje recepty, niestety najczęściej opierające się na wygodzie opiekuna a nie na potrzebach kota. Naturalnym podłożem, na którym kot załatwia swoje potrzeby, jest ziemia/piasek. Wszystko, co nim nie jest, może zostać przez kota zaakceptowane, ale nie znaczy to, że kot „to lubi”. Wszystko, co nie jest wyjściem naprzeciw kocim potrzebom, a jest przez niego jedynie tolerowane, co my mylnie uważamy za zadowolenie, stanowi bardzo chwiejną równowagę, i przy najdrobniejszym wydarzeniu wywołującym u kota niepokój ta równowaga może runąć. Dla kotów podłożem najbardziej zbliżonym do podłoża, na którym w naturze załatwiają swoje potrzeby jest ten, którego większość opiekunów nie lubi najbardziej, czyli drobniutki piasek bentonitowy. Nie gruby, z ostrymi krawędziami, który kupimy w markecie, a drobny, przypominający piasek na plaży czy w piaskownicy. Nie darmo koty wolno żyjące tak chętnie wybierają właśnie piaskownice do załatwiania swoich potrzeb.

Dlaczego nie piasek drewniany? Myślę, że to z powodu ostrych krawędzi, nawet te najlepsze nie mają okrągłego kształtu ziaren, jakie mają ziarna piasku. Kocie łapki są bardzo wrażliwe, dotyk jest dla nich ogromnie ważny, i żwirki drewniane nie są dla nich w tym względzie najbardziej przyjazne. Oczywiście wiele kotów przystosowuje się do tej faktury, wchodzą jednak do kuwety dopiero wtedy, kiedy już muszą – różnicę w ilości odwiedzin w toalecie zauważyli wszyscy z moich opiekunów, których udało mi się namówić na zmianę żwirku z drewnianego na drobniutki jak piaseczek bentonit. Częstsze wizyty w toalecie to częstsze opróżnianie pęcherza – przetrzymywanie moczu to pierwszy krok do problemów w postaci nawracających zapaleń cewki moczowej i pęcherza. Co przemawia za żwirkiem drewnianym w opinii opiekunów? Tak naprawdę jedynie to, że można go wyrzucać do toalety i spuścić wodę, sprawa załatwiona. Opiekunowie nie łączą niewygody związanej z nawracającymi problemami z pęcherzem czy niewłaściwym miejscem wypróżniania się kota z nieodpowiednim żwirkiem, a często właśnie w taki sposób kot zaczyna się buntować. Jeśli w domu jest jakaś duża donica z mieszkającą w niej rośliną, to ona najczęściej pada ofiarą kociego wyboru toalety. Koty uwielbiają załatwiać się do doniczek :) Opiekunowie często nawet bardzo długo tego nie zauważają. Jeśli nie ma doniczki, jest łóżko, kuweta doskonała, duża, przestrzenna, nic nie rani w łapki, jest przyjemnie i daleko od misek z jedzeniem, piciem, w ciągu dnia na ogół nikt tam nie zagląda. Jeśli kot jest zdrowy, nie jest spychany i odsuwany od kuwet przez inne koty, wybór łóżka jako miejsca do sikania może mieć tak prozaiczną przyczynę, jak rodzaj używanego w kuwecie żwirku, bądź jej wielkość - ale o tym innym razem.

Żwirek drewniany nie jest jednak wyborem najgorszym, bo jak powiedziałam, wiele kotów potrafi się z nim pogodzić. Wyborem dla mnie z każdego punktu widzenia najgorszym jest żwirek silikonowy. W swojej wersji podstawowej ma wszystko, czego koty nie cierpią, ostre krawędzie ziaren, zimne w dotyku, do tego przy chodzeniu wydają bardzo nieprzyjemny odgłos. W wersji „lux” są drobniutkim piaseczkiem, delikatnym, i chyba od tej strony już nie powinny tak bardzo przeszkadzać. W każdej jednak wersji żwirek silikonowy ma dla mnie dwie ogromne, nie dające się w żaden sposób wyrównać wady. Pierwsza to zaleganie moczu, choćby nie wiem jak związanego, jednak on tam jest, jako świetna pożywka dla bakterii. Znów decyzja o stosowaniu takiego rodzaju żwirku leży po stronie wygody opiekuna – nie trzeba kilka razy dziennie wyciągać nieczystości, i nie wydostają się żadne zapachy, bo mocz leży na dnie przysypany silikonem, przez który przeleciał. Producent zapewnia, że mocz jest tam związany, że nie ma niebezpieczeństwa, dla mnie jednak taka sytuacja jest bardzo niekomfortowa. Wiem, o czym piszę, bo i ja przerabiałam przed wieloma laty, jak pewnie większość kociarzy, żwirek silikonowy. Wymieniłam go znacznie szybciej, niż zalecał producent, i to, co odkryłam na dnie, zdecydowanie raz na zawsze mnie do niego zniechęciło. Najważniejsza jednak wada żwirków silikonowych to całkowity brak kontroli nad kocim wypróżnianiem, mam tu na myśli sikanie.

Kontrola kociej kuwety to dla nas, opiekunów, podstawowe narzędzie oceny zdrowia naszego kota. Łatwo jest policzyć „nr 2”, on będzie widoczny zawsze, niezależnie od tego, jakiego żwirku użyjemy. Z sikaniem już tak jednak nie jest. Ilość wyciąganych na dobę kulek w połączeniu z oceną ich wielkości daje nam pojęcie o tym, jak dużo kot pije, czy jest odpowiednio nawodniony, czy nie przetrzymuje moczu w pęcherzu, a może sika często a kuleczki są malutkie? Wtedy na pewno mamy problem w pęcherzu, nawet, jeśli kot jeszcze nam go nie zasygnalizował porzuceniem kuwety. Żwirek silikonowy pozbawia nas tej możliwości, opiekun nie zauważy, że z kocim układem moczowym coś się dzieje dopóty, dopóki kot nie zacznie przejawiać poważniejszych objawów, a to już bardzo często jest późno, i pozbawia nas możliwości reakcji czy to w postaci leczenia, czy zmiany diety w początkowym, niegroźnym stadium choroby układu moczowego. Zawartość kuwety informuje nas zresztą nie tylko o stanie układu moczowego, zwiększenie ilości wyciąganych kulek przy ich równocześnie zwiększonej objętości może być dla nas pierwszym zauważalnym sygnałem chorób metabolicznych, na przykład cukrzycy.

Żwirek bentonitowy jest najbliższy naturalnemu podłożu, na którym załatwiają się koty, stąd mój apel, żeby przepracować sobie ten temat. Problem tkwi jedynie w naszych głowach, i to też wiem, bo i ja go przerabiałam, gdy wiele lat temu przechodziłam z drewienek na bentonit. Kiedy jednak zobaczyłam objawy prawdziwego upodobania – koty zaczęły więcej kopać w kuwetach, bo nie było nieprzyjemnie, zaczęłam wyciągać po kulce albo i dwie na kota więcej, zorientowałam się, z jaką niechęcią musiały wchodzić do poprzedniego piasku. Początkowo wyobrażałam sobie, zawiązując woreczek i niosąc do kubła, że oto właśnie wrzucam go do toalety, a zamknięcie śmieciowej szuflady przyrównywałam do spuszczenia wody. Uświadomiłam sobie, że sprzątniecie kuwety, w której jest bentonit, kosztuje mnie dokładnie tyle samo pacy, co sprzątniecie kuwety ze żwirkiem drewnianym. Śmieci przecież trzeba wynosić tak czy inaczej :)

Czego i Państwu, i Waszym kotom, życzę :)

 

Dorota Szadurska

Behawiorystka COAPE i Studium Kot

Absolwentka Psychologii Zwierząt PAN

Członek Polskiego Towarzystwa Etologicznego PTEtol

Hodowca Kotów Brytyjskich