„Nie mam warunków na psa”.

To nie jest żadna pomyłka, to zdanie-podstawa na kociej stronie. Wiele osób adoptuje bądź kupuje koty, ponieważ „nie mają warunków na psa”. Co się kryje za tym zdaniem? „Nie mam czasu na spacery, nie ma mnie w domu wiele godzin, nie mam czasu na wychowanie i zabawę z psem, mam za małe mieszkanie dla psa. W takim razie wezmę kota.”

Taka motywacja jest zarzewiem poważnych kłopotów, najpierw dla kota, a zaraz potem dla niezadowolonego ze stanu rzeczy opiekuna. Bo na kota też „trzeba mieć warunki”. Kot wymaga od nas bardzo dużo uwagi, niezależnie od tego, że nie trzeba go wyprowadzać. Tak naprawdę to jedyny element, który czyni obowiązki posiadacza kota różnymi od tych, które musi wypełniać opiekun psa. Cała reszta pozostaje taka sama, a element z wyprowadzaniem zastąpiony jest organizacją kociego otoczenia. Krótko mówiąc, jeśli nie ma mnie w domu 12 godzin, nie mam czasu na wychowanie i zabawę z kotem, mam puste mieszkanie bez półek i urozmaiceń, i nie chcę psuć sobie jego wystroju, to NIE MAM WARUNKÓW NA KOTA.

Moje konsultacje ostatnio wyglądają niemal zawsze tak samo – problemem jest wycofany, bojaźliwy, unikający opiekunów kot. Spędzający cały dzień w jakiejś budce, albo pod łóżkiem, albo w umywalce w łazience jako jedynym miejscu odpoczynku, albo w jakimś innym ukryciu, wychodzący dopiero późnym wieczorem. Wzywacie Państwo kociego behawiorystę w nadziei na jakąś magiczną sztuczkę, która sprawi, że kot Was pokocha. Tymczasem behawiorysta w pierwszym rzędzie oceni to, czym kot już u Państwa dysponuje, bo w sposobie funkcjonowania Państwa kotów nie ma żadnej magii. Prawie wszystkie  wnętrza, w których mieszkają koty z opisanymi problemami wyglądają tak samo – puste ściany, puste podłogi, jakiś malutki drapaczek, często zbyt mały dla danego kota, wciśnięty w kąt, żeby nie psuć widoku. Żadnych urozmaiceń, brak elementów budujących kocie poczucie bezpieczeństwa.

Kot jest stworzeniem ciekawym, uwielbia eksplorować, jako zwierzę terytorialne ma też bardzo silną potrzebę patrolowania swojego otoczenia, oceny, które miejsca są bezpieczne, które nadają się do obserwacji, które nadają się na kryjówkę, gdzie można się pobawić, gdzie „zapolować”, gdzie zjeść, gdzie są „wodopoje”, gdzie odpocząć, gdzie oddać się jednej z najprzyjemniejszych kocich czynności, jaką jest wspinanie się. Musi mieć miejsca, nie jedno miejsce, a miejsca, w których będzie mógł to terytorium oznakować, na różne sposoby, drapiąc powierzchnie pionowe, poziome, ocierając policzkami. Takich punktów powinniśmy mieć wiele, na różnych poziomach, na meblach, na podłodze, na zorganizowanych odpowiednio ścieżkach. Obchody takie kot robi w ciągu dnia wielokrotnie, żeby sprawdzić, czy nic się nie zmieniło, czy otoczenie jest nadal bezpieczne. Nie ma znaczenia, że kot być może nigdy nie był na dworze, nigdy nie zaznał niebezpieczeństwa, to jedna z jego podstawowych potrzeb, jak jedzenie czy sen. Kot bez poczucia bezpieczeństwa to kot unikający opiekuna, chowający się, uciekający przed gośćmi. A kot bez odpowiedniego otoczenia to kot bez poczucia bezpieczeństwa.

W naszej walce o poprawę relacji z opiekunem nie ma ucieczki przed pracą nad rozbudową kociego otoczenia. Proszę może wyobrazić to sobie tak: psa wyprowadzamy, i przy prawidłowo przeprowadzonym i odpowiednio długim spacerze zapewniamy mu odpowiednią ilość bodźców i stymulacji, zaspokajamy jego ciekawość świata i potrzebę zabawy. Kot ma te potrzeby dokładnie takie same, tyko my musimy mu je zapewnić w obrębie naszego domu. Jak kot ma zaspokoić swoją potrzebę eksploracji i patrolowania na pustej podłodze, przy gołych ścianach, bez ścieżek do obchodów?

Wielu opiekunów nie wyobraża sobie zamontowania dodatkowej półki, nie mówiąc już o ścieżkach, na swoich ścianach. Problemem jest często zmiana drapaka, czy chociażby wysunięcie go spod ściany – pod ścianą nie jest on dla kota żadną atrakcją. Jeśli jest to dla nas problemem nie do przejścia, to… zastanówmy się dobrze, może nie mamy warunków nie tylko na psa.

Dorota Szadurska, koci behawiorysta COAPE, hodowca.