Dlaczego kastracja


Kastracja ciągle postrzegana jest jako zło konieczne, rodzaj okaleczania zwierzęcia. Przeciwnicy kastracji odwołują się do idei wolności, swobodnego korzystania z życia i życia zgodnego z naturą. Nie będę tu używała argumentów o zwiększaniu populacji bezdomnych kotów, bo to najwyraźniej nikogo nie wzrusza. Chciałabym zwrócić uwagę Państwa na inne, może trochę bliższe przeciętnemu człowiekowi aspekty.

Po pierwsze, z chwilą kiedy zwierzę jest pod opieką człowieka, kończy się jego życie "zgodnie z prawami natury". Ludzie wyznający ten pogląd nie powinni swoich kotów wpuszczać do domu, dopieszczać najlepszymi karmami, a jeśli zachorują, pozwolić im zgodnie z naturą wyzdrowieć albo umrzeć. Właściciele psów nie powinni w takim razie trzymać swoich pupili w ogrodach, a pozwolić im swobodnie biegać po okolicy, aby zgodnie z naturą mogły kogoś pogonić, obszczekać, czasami może nawet poszarpać za nogawkę. Jesteśmy odpowiedzialni za zwierzę, które zamieszka w naszym domu, i to nasz dom staje się jego naturalnym środowiskiem.

Kastracja nie ogranicza kotu spełniania jakichś potrzeb, po prostu tych potrzeb nie ma. Nie ma utraty przyjemności tam, gdzie nie ma łaknienia. To my, ludzie, pamiętając o przyjemnościach związanych z tą sferą życia, przypisujemy kotu własne poglądy. Kot poglądów nie ma, ma jedynie wysoki poziom testosteronu, jeśli nie jest wykastrowany, bądź estrogenów w przypadku kotki, i musi ten nadmiar jakoś rozładować. Nawet nie wie, czemu to służy, gdyby koty parzyły się z innych powodów, wówczas obserwowalibyśmy to , podobnie jak w ludzkim świecie, o każdej porze roku, ot tak dla przyjemności. Tak jednak nie jest.

Brak kastracji to bardzo konkretne problemy behawioralne. Kocur który nie jest wykastrowany ma bardzo silny instynkt terytorialny. Obejmuje sobie jakiś teren w posiadanie, i jego granice oznacza w pierwszej kolejności moczem. Jeśli kot mieszka w mieszkaniu i nie wychodzi na zewnątrz, wówczas właściciele sami bardzo szybko dostrzegają absurdalność argumentu związanego z życiem w zgodzie z naturą i bardzo szybko kota kastrują, ponieważ dla takiego kota granice terytorium to ściany mieszkania. Trudniej przekonać tych którzy mają koty "wychodzące", ponieważ kot oznacza teren "gdzieś daleko". Mogą to być np. drzwi sąsiada, który nie jest niczemu winien, ale będzie miał codziennie na świeżo "spryskane" schody, albo ulubiony krzew w ogródku, albo piaskownicę dla dziecka. Oprócz znaczenia, koty walczą o swoje terytoria, i ja osobiście nie zniosłabym widoku poszarpanych uszu i innych ran u mojego kota. Pisze do mnie wiele osób pytając dlaczego ich kot "śpiewa" w nocy, albo że przestał jeść, wygląda ogólnie nieszczęśliwie i zachowuje się nieswojo. Życiem kota rządzą zapachy, i woń kotek w rui, dobiegająca przez otwarte okna, jest nie do zniesienia. Niektórzy uważają, że można kota wypuścić, to sobie "poużywa" na jakieś bezdomnej kotce - ale ten typ moralności pozwolę sobie pozostawić bez komentarza. Wspomnę jedynie o chorobach, które kocur może z takiej upojnej randki przynieść, a niektóre z nich, jak "koci AIDS", kończą się dla kota tragicznie. I walki, nieodłączny element kocich godów, prawdziwe bitwy do krwi nie tylko pierwszej. 

Kotki to dokładnie ten sam problem. Nie jest prawdą, że kotki nie znaczą - wiele z nich sika na ściany, sprzęty, drzwi, buty, w okresie rui. Jak sobie pomyślimy, że ruja u kotki może przybrać postać tego, co lekarze określają mianem "rui permanentnej", czyli tydzień rui, 3 dni przerwy, i kolejny tydzień zawodzenia, i tak przez np. dwa miesiące, takie znaczenie zaczyna być poważnym problemem. Kotka w rui jest całkowicie we władzy instynktu którego nie rozumie, kładzie się więc przed nami z błaganiem w oczach, próbuje zalecać się do naszych butów albo nogi stołowej. Nie wiem, dla kogo może to być zabawne. Przestaje jeść, gubi sierść, wygląda zwyczajnie na chorą, i tak się zapewne czuje. Stałe przekrwienie macicy które temu towarzyszy, prędzej czy później doprowadza do ropomacicza - to problemy, z którymi hodowcy muszą się często borykać, bo przecież nie można kotek kryć na okrągło. A ropomacicze to rzadko choroba leczona zachowawczo, najczęściej trzeba kotkę operować, czyli usunąć macicę i przydatki tak czy inaczej, co równa się w rezultacie kastracji, tyle że przeprowadzanej już niejednokrotnie w warunkach zagrożenia życia kotki. Nie ma czegoś takiego, jak młode dla zdrowia chociaż raz. Dla zdrowia kotki najlepiej przeprowadzić zabieg kastracji zanim rozpędzi się hormonalna maszyneria, czyli przed pierwszą rujką.

Kolejna sprawa to ta o której napomknęłam na początku, że nie będę się nad nią rozwodziła, ale jednak do niej wrócę. Chodzi mi o niekontrolowany rozród. Spotkałam się z twierdzeniem że to problem właścicieli kotek. To prawda jedynie w tym obszarze że to oni muszą się zmierzyć z odchowaniem kociat i opieką nad nimi. To kocur jest jednak źródłem wszystkich ciąż, i jeden tylko niewykastrowany kocur potrafi zapłodnić wszystkie okoliczne kotki, zapełniając pod koniec lata  tak pękające już w szwach schroniska. Przeciwnikom kastracji proponuję wizytę w schronisku, w jakiejś kociej fundacji, zostanie choć przez chwilę domem tymczasowym. Ogrom kociego nieszczęścia jest tam przytłaczający, i odpowiedzialni za ten stan są wszyscy ci, którzy swoich kot nie kastrują.

Kastracja jest jedynym sposobem na szczęśliwego, zadowolonego i spokojnego kota, i na spokojne, kulturalne i bezkonfliktowe życie z naszymi sąsiadami. Oni w końcu też zasługują na trochę uwagi.

Jak przygotować się do kastracji?

Wczesna kastracja kota

__________________________________________________________________
                                       Opracowanie: Dorota Szadurska




Do góry